Noc była cicha, ale przepełniona
energią. Cienie pęczniały i snuły się w oczekiwaniu, na jej wybuch. Chciały się
w końcu uwolnić i zawładnąć duszami. Tylko światło Księżyca w pełni oświetlało ścieżkę
prowadzącą w stronę polany otoczonej małymi ogniskami. Cienie bały się ognia,
więc ciasno otaczały ją przyglądając się scenie w środku.
Na kamiennym ołtarzyku leżało
nagie dziecko, jednak mimo że noc była chłodna ono nie płakało. Wpatrywało się
swoim błękitnym i brązowym okiem w parę stojącą nad nim. Mężczyzna trzymał w
ręku siekierę, a kobieta wymawiała niezrozumiałe słowa. Ich ciała falowały,
jakby niebyły materialne.
Dziecko zakwiliło cichutko, aby
po chwili zamilknąć. Zdawało się rozumieć, że zaraz umrze. Może właśnie w ten
sposób żegnało się ze światem? Może ostatni raz zawołało rodziców?
Dłoń z siekierą uniosła się do
góry, a wymawiane słowa wzmocniły się. Ogień wybuchł z nowa siłą, a cienie
odsunęły się w popłochu, wstrzymując oddech.
Czy to koniec?
Czy ich pan umarł?
Wtedy ogień zgasł, a energia
buchnęła z niewiarygodną siłę.
Wrócili! Wrócili uratować swoje
dziecko!
Czy im się uda?