Już od jakiegoś czasu nie zamieściłam tu nowej notki i musze się przyznać, że moja wena co do tego bloga chyba się już skończyła. całe opowiadanie zrobiło się jakoś takie za bardzo fantastyczne. Może kiedyś powrócę tu, ale jak na razie muszę poinformować was o zawieszeniu.
Błagam nie bijcie ! ;D
Może uda mi się was jakoś udobruchać, ponieważ już od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem założenia kolejnego bloga. Ostatnio bardzo zaintrygowała mnie postać Klausa. Chciałabym wejść w jego położenie, zrozumieć go i na nowo wykreować w nowym opowiadaniu. Zapewne pojawi się w nim także Carolinę. Jednak opowiadanie rozpocznie się dużo wcześniej przed ich pierwszym poznanie. Cel pojawienia się Klausa w Mystic Falls pewnie też będzie zupełnie moim pomysłem.
Co o tym sądzicie ?
poniedziałek, 17 czerwca 2013
środa, 1 maja 2013
Rozdział 6
- Jak mogliście ją puścić samą na
takie spotkanie?! – krzyknęłam zatrzaskując za sobą drzwi pensjonatu. Jak mogli
być tacy bezmyślni? Kol był przecież niebezpiecznym, pierwotnym wampirem, a
Julka tylko początkującym aniołem. W przypływie wzburzenia niemal czułam
buzującą we mnie moc, której w żaden sposób nie mogłam wydobyć z siebie.
Przeklęci rodzice!
- Nie mogliśmy nic zrobić.
Rozwinęła skrzydła i odleciała informując nas krótko o spotkaniu z Kolem. Nawet
nie wiemy gdzie mogło by się odbyć – mówił roztrzęsiony Stefan.
Mój organizm chciał eksplodować.
Wytworzyć trzęsienie ziemi i ogromną wichurę, szukając jednocześnie umysłu
mojej siostry, ale nic nie mogło się ze mnie wydostać. Z nadmiaru mocy
buzującej we mnie po prostu drżałam.
- Koniec cholernych układów! Dzwonie
po Klausa – powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
- O jakich układach chciałabyś mi
opowiedzieć ? – usłyszeliśmy nagle głos o brytyjskim akcencie dobiegający ze
strony uchylonych drzwi. Hybryda spokojnym krokiem weszła do pensjonatu z
rękoma splecionymi za plecami – Czy coś
mnie ominęło, Victorio ?
- Co ty tu robisz? – zapytał jedynie
trzeźwo myślący Damon przesuwając się w moją stronę, jakby chcąc mnie chronić
przed pierwotnym, co było absurdalnym posunięciem, gdyż Klaus od niedawna stał się
jednym z naszych bliskich znajomych.
- Widocznie nasza dziwna więź
nadal działa, a nawet się wzmocniła. Kazałaś mi tu przyjść, moja droga –
dokończył wyjaśnienia, widząc moja zdziwioną minę.
- Przecież nasze poprzednie dziwne
przyciąganie skończyło się już przed śmiercią Esther!
- Nie to było coś innego. Tym
razem słyszałem twoje słowa w głowie.
- Ja nie mogę korzystać z mocy
prawda? – zapytałam lekko zdezorientowana.
- Moc nadal jest w tobie i zawsze
tam pozostanie. Musisz po prostu nauczyć się ją wydobyć z siebie – odpowiedział
spokojnie Klaus.
- Musimy szybko odnaleźć Julię. Wiesz
jak mogłabym to zrobić ?
- Potrzebujesz krwi osoby związanej
z nią, mapy i małego zaklęcia…
- Które dokładnie zna Bonnie i
chętnie ci pomoże – przerwał mu Damon.
- Stefan i Damon zajmą się sprowadzeniem
tu Bennettówny, a ty moja droga wyjaśnisz mi co tu się dzieje.
Posłusznie skinęłam głową. Nie
mogłam się sprzeciwiać pierwotnemu jako zwykły wampir. Pierwszy raz od momentu,
kiedy rodzice teoretycznie odebrali nam moc poczułam się bez niej całkowicie
bezsilna. Odczekałam chwilę, aż bracia Salvatore wyjdą z domu, żebym mogła
spokojnie rozpocząć opowieść.
- Klaus, tylko proszę, nie
denerwuj się – powiedziałam błagalnie. Na co on posłał mi uspokajający uśmiech
i rozsiadł się wygodnie w fotelu, w którym w nocy zasiadał Elijah.
-Julia po odebraniu mocy …
- Moc nie została wam odebrana. Ona nadal w was jest, tylko
że zamknieta – przerwał mi Nick.
- Julia od tego momentu stała się bardziej aniołem –
kontynuowałam zirytowana – i otrzymała swojego pierwszego podopiecznego.
- To chyba dobrze?
- Owszem, gdyby nie był nim twój najmłodszy brat.
- Żartujesz? – zapytał śmiejąc się – Tym miałem się wkurzyć?
-Kol chce zabić moje dziecko, a Julka jako jego anioł stanie
po jego stronie – dokończyłam w końcu
swoje opowiadanie.
Pierwotny nagle przestał się śmiać, a jego mina wyrażała
tylko chęć mordu, tylko nie miałam pewności czy mnie czy swojego brata chce
zabić.
- Ja nie chce skrzywdzić twojego brata, dlatego Elijah nie
kazał nic ci mówić. My chcemy się dowiedzieć, czemu chce zabić moje dziecko –
powiedziałam na obronę oplatając rękoma brzuch i cofając się do tyłu.
-Nikt – powiedział idąc w moja stronę – ale to nikt, nie
skrzywdzi ciebie, ani Julii – wycharczał, a z mojego serca spadł kamień. W
przypływie emocji przytuliłam się do niego.
- Zawsze będziecie mieć u mnie dług wdzięczności i nie pozwolę
was skrzywdzić – powiedział także mnie przytulając.
- Ale nie chce żebyś stracił resztę swojej prawdziwej
rodziny.
- Nie stracę…
- A więc co zrobisz? – zapytałam odsuwając się od niego.
- Najpierw wyjaśnimy sprawę, a potem… cóż nadal mam
sztylety.
Chciałam już zaprzeczyć i poprosić o inne rozwiązanie sytuacji,
ale właśnie od pensjonatu wrócili bracia z Bonnie, która posłała nieprzyjazne
spojrzenie pierwotnemu, ale na szczęście bez przeszkód zgodziła się pomóc
odnaleźć Julię.
Rozwinęła dużą mapę Mystic Falls i jej okolic po czym
zraniła mnie w palec tak by kilka kropel skapnęło na papier, po czym trzymając mnie
za ręce zaczęła mówić skąp likowane zaklęcie , które po chwili zaczęłam powtarzać
razem z nią. Moc zebrała się w moim podbrzuszu po czym swobodnie skierowała się
do rok, aby przepłynąć w stronę Bonnie. Wiedźma nagle skamieniała, a po chwili
została odepchnięta w przeciwną stronę pokoju. Wszyscy spoglądali na mnie ze
zdziwieniem.
- Ja nie chciałam… - powiedziałam przerażona. Coś lepkiego i
zimnego delikatnie masowało moje ciało najszczelniej oplatając mój brzuch.
Czułam się odprężona i jedyne co mnie martwiło to odrzucona kawałek dalej
Bonnie, która z pomocą Stefana powoli podnosiła się z ziemi.
- Nie o to chodzi, kochanie – powiedział Damon.
- A o co?
- Powoli spójrz na siebie i nie krzycz – powiedział spokojnie
podchodząc do mnie.
Zaniepokojona powoli spuściłam wzrok na swój brzuch. Na początku
nie byłam pewna tego co widze. Dopiero potem zrozumiałam, że otaczają mnie
czarne macki Ciemności, o której mówił Elijah. Jednak nie czułam paniki. Damon
powoli podszedł do mnie i otoczył mnie ramieniem. Ciemność od razu przyjęła go
z otwartymi rękoma.
- Dziwne – szepnął mój ukochany – Nie krzywdzą nas. One
zawsze staraj a się wywołać ból – mówił myśląc na głos.
Dopiero po chwili w jego niebieskich oczach pojawiły się iskierki
zrozumienia.
- Spokojnie moje drogie Cienie. Dziecko jest bezpieczne – a ciemność
zaczęła się cofać.
__________________________________________________________________
Przepraszam za tak długą nieobecność, ale miałam dużo pracy w przygotowywaniu swojej imprezy osiemnastkowej. Tak, stałam się w końcu pełnoletnim obywatelem tego kraju ;)
Muszę się pochwalić, że otrzymałam od mojej koleżanki piękny portret Damona, który od dziś wisi nad moim łóżkiem ;D Jeszcze raz wielkie dzięki Ewelinko ;*
Zapraszam do komentowania ;)
piątek, 12 kwietnia 2013
Rozdział 5
Ze spokojnego snu wyrwał mnie
piękny zapach naleśników wymieszany ze słodkim zapachem krwi. Niespokojny ruch
w moim łonie nie pozwolił mi dalej spać. Wiedziałam, że dziecko jest głodne.
Mimowolnie dołożyłam rękę do mojego wyraźnie zarysowanego brzucha i z czułością
go pogładziłam. Otworzyłam powoli oczy, aby móc zobaczyć piękny uśmiech Damona.
Przygotował mi on pyszne śniadanie do łóżka, abym mogła jak najdłużej odpoczywać.
Zdecydowanie było mi to na rękę, mimo że wcale nie czułam się już słabo. Nie
chciałam spotkać się z Julką, bo tak naprawdę nie wiem co miałabym jej
powiedzieć. Jej zachowanie jest co najmniej dziwne i tak naprawdę nie wiem
czego mogę się po niej spodziewać.
- Wstała już Julka? – zapytałam niby
obojętnym głosem, Damona.
- Tak już od czwartej rano biega
po domu i szuka wszelkich informacji o Aniołach Stróżach. Jest przerażona swoim
wczorajszym zachowaniem.
- Powinnam z nią porozmawiać, ale
tak naprawdę nie wiem co miałabym jej powiedzieć.
- Powiedziałem jej o liście.
Powiedziała, że lepiej będzie jak będzie cię unikać.
- Ona tak stwierdziła czy ty? –
zapytałam podejrzliwie.
- A jeśli powiem, że oboje?
- Nie będę unikać własnej
siostry! – powiedziałam wkurzona i szybko pomaszerowałam do łazienki.
Wzięłam długą kąpiel, a potem
ruszyłam na nie duży spacer. Ta wymówka była najlepszym pretekstem na możliwość
spotkania się z Elijahem. Musiałam się dowiedzieć o czym chce ze mną rozmawiać.
Może wyjaśni mi, czemu Kol chce zabić moje maleństwo?
Spokojnym krokiem przemierzałam
park tętniący życiem, kiedy w końcu dotarł do mnie pierwotny.
- Witaj, Victorio – powiedział spokojnym
głosem.
- Elijah – odpowiedziałam krótkim
skinieniem głowy- Czemu chciałeś się spotkać ?
- Czemu ciemność nie odstępuje
cię na krok? – zapytał nagle, zbijając mnie z nóg.
- Ciemność? – zapytałam czując
lekki dreszcz na plecach – O czym ty mówisz?
- Naprawdę jej nie widzisz? Damon
będąc pół demonem pewnie nawet nie zwraca uwagi na jej obecność, ale ty? Ty
także jej nie wyczuwasz ?
- Widzę ją… ale tylko we snach.
To tylko głupie koszmary – odpowiedziałam potrząsając głową.
- Nie, Victorio. Ona tu jest.
Kłębi się wokoło ciebie.
Zdenerwowana obejrzałam się wokół
siebie, ale nic nie dostrzegłam.
- Odkąd zostałam pozbawiona swojego
pierwiastka wiedźmy, nie dostrzegam już aur. Jak to możliwe, że dostrzegasz
Ciemność?
- Jeśli się długą z czymś obcuje,
to człowiek uczy się to rozpoznawać.
- Jaki to ma wpływa na decyzję
Kola?
- Jeszcze nie wiem, ale się
dowiem, a ty musisz mi coś obiecać.
- Co takiego?
- Nie powiesz nic Klausowi.
Naprawdę zależy mi na życiu mojego rodzeństwa.
- Rozumiem –odpowiedziałam i już
po chwili spacerowałam już sama. Jego nagłe znikanie i pojawianie się jest co
najmniej denerwujące, ale w końcu miałam chwilę tylko dla siebie. Musiałam
przemyśleć sytuację. Martwiłam się o dziecko, ale i jednocześnie o siostrę. Czy
kiedy dojdzie do decydującego starcia między mną, a Kolem, Julia stanie po
mojej stronie? Nie miałam pewności. Nawet nie wiedziałam na czym dokładnie
polega jej misja.
Cichy dźwięk telefonu wyrwał mnie
z zamyślenia.
- Tak ? – odebrałam szybko widząc
migające imię mojego ukochanego.
- Viki, gdzie jesteś ?
- W parku, na spacerze.
- Wracaj do pensjonatu. Julia
poszła do Mikealsonów porozmawiać otwarcie z Kolem.
- O nie! – wrzasnęłam do
słuchawki.
_____________________________________________________________________
Przepraszam, że rozdział taki
krótki, ale ciągle brak mi czasu…;/
Pojawiła się zakładka obserwatorów, więc zapraszam do dodawania się ;)
Pozdrawiam ;*
Pojawiła się zakładka obserwatorów, więc zapraszam do dodawania się ;)
Pozdrawiam ;*
sobota, 30 marca 2013
Od Autorki ;D
..........@..@..@........@...@...@
........@............@....@.................@
........@.......((....@...../)/)........@
..........@.....(=':')........(':'=).........@
............@...(..(")(")..(")(")..)...@
................@.....................@
....................@.............@
............... .........@.....@
.............................@
Moc prezentów od zajączka
co koszyczek trzyma w rączkach
Wielu wrażeń, mokrej głowy
w poniedziałek dyngusowy.
Życzę jaja święconego
i wszystkiego najlepszego!
........@............@....@.................@
........@.......((....@...../)/)........@
..........@.....(=':')........(':'=).........@
............@...(..(")(")..(")(")..)...@
................@.....................@
....................@.............@
............... .........@.....@
.............................@
Moc prezentów od zajączka
co koszyczek trzyma w rączkach
Wielu wrażeń, mokrej głowy
w poniedziałek dyngusowy.
Życzę jaja święconego
i wszystkiego najlepszego!
piątek, 22 marca 2013
Rozdział 4
Wiadomość wstrząsnęła mną do
głębi na tyle mocno, że moje podbrzusze ścisnął ból. Był tak mocny, że osunęłam
się z siedziska z jękiem bólu. Czułam jakby dziecko palcami rozrywało mi brzuch
lub wgryzało się we mnie. Przestraszyłam się nie na żarty. Coś działo się z
moim dzieckiem, a ja nie miałam pojęcia co. Kolejna fala bólu przyniosła z sobą
ogromne pragnienie nad którym nie mogłam zapanować. Kły już po chwili wbijały
mi się w dziąsła, a gardło piekło niemiłosiernie.
- Damon! – jęknęłam ledwo łapiąc
oddech.
Kuliłam się na podłodze miotana
nasilającym się bólem, kiedy do łazienki wpadł przestraszony wampir.
- Co się dzieje?
- Krwi – powiedziałam przez
zaciśnięte z bólu usta.
Złapał mnie szybko na ręce i
położył na łóżku w sypialni, by po chwili pognać po krew dla mnie. Próbowałam z
całych sił zapanować nad sobą i oddychać spokojnie. Mój wzrok niechcący padł na
róg pokoju w którym ciemność była jakby gęstsza. Coś mi to przypomniało, ale
nie mogłam sobie przypomnieć skąd. Ból jakby zmalał ale, pozostało zabójcze
pragnienie.
- Pij, proszę – powiedział Damon
podając mi już otworzony woreczek krwi. Wreszcie poczułam ulgę.
- Co się stało ? – zapytał mój
ukochany.
Zdolna byłam mu odpowiedzieć po
opróżnieniu kolejnych dwóch woreczków dawki życia.
- W toalecie leży list…
Wampir z konsternacją wypisaną na
twarzy powoli poszedł po pozostawiony przeze mnie w łazience list. Obawiałam
się jego reakcji. Mógłby w przypływie emocji zrobić coś głupiego. Jednak wbrew
moim obawą chłopak wyszedł spokojnie z toalety ze zgniecioną w ręku kartką. Po
czym wrzucił ja do kosza i przyszedł mnie przytulić.
- Nie martw się kochanie. Nic nam
nie zrobi. Zbytnio boi się Klausa.
- Mam nadzieję – odpowiedziałam
czując się spokojniej.
- Co powiemy Julii?
- Nie wiem. To jest
najdziwniejsze. Ma ona chronić wampira, który chce zabić nasze dziecko.
Dlaczego?
- Kol wie coś czego my nie wiemy…
- Zdecydowanie. Musisz odpocząć –
powiedział wampir i przykrył mnie kołdrą.
Wtuliłam się mocno w Damona, aby
poczuć upragniony spokój i bezpieczeństwo. Byłam skłonna powoli oddać się w
krainę Morfeusza, kiedy do pokoju wpadł Stefan.
- Przepraszam kochani, ale mamy
niespodziewanego gościa.
Popatrzyliśmy na zielonookiego, a
potem na siebie. Przestraszeni sytuacja, która miała wcześniej nic nie
usłyszeliśmy. Powoli przy pomocy czarnowłosego wstałam z łóżka i razem
zeszliśmy do salonu, w którym na fotelu siedział Elijah. Jednak jego obecność w
brew pozorom aż taka dziwna niż zachowanie Julii. Skradała się z tyłu z nożem.
- Uważaj – krzyknęłam do
pierwotnego, mimo że wiedziała, że ostrze nie mogło mu zrobić krzywdy. Elijah
zareagował szybko. Wybił nóż z dłoni mojej siostry, a Stefan ją obezwładnił
siłą zaciągając do sąsiedniego pokoju. Ja z Damonem nadal staliśmy w miejscu ze
zdziwieniem wypisanym na twarzy.
- Czemu …? – zapytałam
nieskładnie.
- Z opowiadań Klausa mogę
stwierdzić, że twoja siostra jest aniołem i jak się dobrze domyślam jest
stróżem Kola? – przerwał mi nagle nasz gość.
- Tak.
- Przyszedłem tu w nie do końca
dobrych zamiarach względem mojego najmłodszego brata. Zapewne dlatego mnie
zaatakowała – powiedział i ponownie rozsiadł się wygodnie w fotelu. Wyglądał
tak dostojnie i szlachetnie, że nie mogłam oderwać od niego oczu. Klaus był
niebezpieczny i przerażający, ale nigdy nie patrzył na nas jak na bandę
dzieciaków. Powoli, nadal podtrzymywana przez Damona usiadłam na kanapie, a
potem mój ukochany nalał odrobinę Burbona sobie i pierwotnemu.
- A więc co cię do nas sprowadza?
– zapytałam.
- Jak zwykle poszukiwanie prawdy
– odpowiedział za naszego gościa, przesadnie poważnym tonem, Damon. Skarciłam
go wzrokiem, ale on wzruszył tylko ramionami i z uśmiechem popijał dalej
alkohol.
- Brakowało mi ciebie Damonie i
owszem masz rację. Poszukuje prawdy. Poszukuje przyczyny zainteresowania mojego
brata osobą Twojej ukochanej.
- Zazwyczaj stałeś u boku Klausa,
teraz prowadzisz własne dochodzenie? – zapytał ukochany jakby nie do końca
pewny szczerości pierwotnego.
- Zawsze stoję po właściwej
stronie.
- Damonie, pójdziesz po list? - zapytałam czując się nadal nie do końca na
siłach.
Chłopak od razu skinął głową i w
wampirycznym tempie udał się do naszej sypialni.
Chwile mierzyliśmy się z Elijahem
wzrokiem, aż poczułam się dziwnie nie na miejscu. Spuściłam głowę w oczekiwaniu
powrotu czarnowłosego.
- Chciałbym jutro porozmawiać z
tobą w cztery oczy – powiedział nagle spokojnie, przyciszonym głosem.
Popatrzyłam na jego twarz i
nieznacznie skinęłam głową. Chciałam się zapytać czego ode mnie chce, ale nie
zdążyłam, bo już po chwili stał obok nas starszy Salvatore wciskając pismo w
ręce pierwotnego.
- Masz miłego braciszka –
powiedział z ironią – a przynajmniej na tyle miłego, że nie zawaham się użyć
kołka z białego dębu!
- Po co od razu histeryzować,
Damonie. Zastanowił bym się raczej, czemu chce zabić wasze dziecko?
- A myślisz, że co robimy? –
zapytał wkurzony Damon.
- Myślę, że będziemy musieli się
dowiedzieć – odpowiedział pierwotny podnosząc się z fotela. – Klaus nie
powinien się na razie dowiedzieć o naszej rozmowie. Nie chce śmierci, żadnego z
mojego rodzeństwa – powiedział i skierował się do wyjścia.
Byłam lekko oszołomiona jego
nagłą wizytą i jednocześnie nagłym wyjściem. I Czemy chce on się ze mną
spotkać? Wszystko stawało się co raz dziwniejsze, ale byłam zbyt zmęczona na
zastanawianie się nad tym. Pozwoliłam się zanieść do sypialni, gdzie w końcu
mogłam zasnąć w objęciach ukochanego.
____________________________________________________________________
Przepraszam, że dodaje ten rozdział dopiero dziś, ale ostatnio mam co raz mniej czasu. Wygląda na to, że będę musiała zacząć dodawać nowe rozdziały co dwa tygodnie...;/ No chyba, że w święta będą pojawiać się częściej.
A teraz powiedzcie co myślicie o nowym rozdziale?
Pozdrawiam ;*
piątek, 8 marca 2013
Rozdział 3
Nie mogłam uwierzyć w słowa
Julii. Jak to możliwe, że jest aniołem Kola? Zawsze byłam pewna, że mogą je
mieć tylko ludzie, a nie wampiry martwe od tysiącleci. Przecież nasza siła i
moc jest wystarczająca by stać się panem własnej egzystencji.
- To było jak grom z jasnego
nieba. Nagle istniał tylko on i jego pokręcone uczucia – opowiadał nadal
wstrząśnięta brązowooka.
- Uczucia?
- Tak, odbierałam jego emocje i
to było w tym wszystkim najgorsze. Jest w nim tyle nienawiści i chęci mordu, że
uczucia te sparaliżowały moje ciało przenikając do każdej komórki nerwowej.
Były gwałtowne i nieokiełznane, kiedy on jak gdyby nic siedział i się uśmiechał
nonszalancko. Jak możliwe, że mam chronić osobę, która wyraźnie najchętniej by
wszystkich pozabijana? – zapytała roztrzęsionym głosem.
W aucie zapadła cisza. Nikt nie
potrafił jej odpowiedzieć na to pytanie. Wielka gula żółci podeszła mi do
gardła, a ja stałam się niespokojna i
spragniona krwi. Gdzieś w głębi siebie czułam ogromny niepokój, a list w mojej
torebce jakby palił mnie żywym ogniem.
- Nie martw się, kochanie.
Uczucia były spotęgowane, bo dozna łach ich pierwszy raz – powiedział
uspakajająco Stefan.
- Mam nadzieję – odpowiedziała
cicho Julka i jak tylko dojechaliśmy na miejsce wysiadła jako pierwsza, mówiąc,
że chce się położyć.
W pensjonacie mój niepokój lekko
zmalał. Ten dom miał w sobie coś uspakajającego. Powolnym krokiem ruszyłam do
słabo oświetlonej piwnicy. W lodówce tuż przy dziwnym pomieszczeniu z kratami w
drzwiach stała lodówka pełna woreczków z krwią. Szybko rozerwałam zębami jeden
z nich i rozkoszowałam się słodkim płynem, który łagodził pieczenie w gardle i kumulował się w
podbrzuszu. O tak, maleństwo było głodne!
- Kochanie, mam coś lepszego –
usłyszałam za sobą ciche słowa, Damona w chwili gdy poczułam jego ręce na mojej
tali. Przyciągnął mnie mocno do ciebie obsypując delikatnymi pocałunkami mój
kark i szyję. Powoli obróciłam się w jego stronę przywierając do niego jak
najmocniej. W jego ramionach odzyskiwałam radość i siły na przetrwanie kolejnego dnia.
Poczucie bezpieczeństwa otuliło moje skołatane serce. Jego marmurowe usta
szybko odnalazły moje. Zatracałam się w pocałunku. Zatracałam się w Damonie.
Kiedy odchylił głowę dając mi
niemy znak, abym go ugryzła, nie zawahałam się. Od pierwszej kropli jego krwi
świat zawirował. Fala ciepła rozlała się po moim ciele drażniąc każdy mój nerw.
Kiedy oderwałam się od niego, sama odchyliłam głowę chcąc mu się także
ofiarować w całości.
- Jesteś pewna? – zapytał
uwodzicielskim głosem obsypując pocałunkami miejsce, gdzie najlepiej wyczuwał
mój puls.
- Jak nigdy, kochanie.
W końcu zatopił swoje kły w mojej
tętnicy. Moje ciało zadrżało w ekstazie, a dziecko podskoczyło do góry w
radości. Wirowałam wśród własnych uczuć dotykając umysłem umysłu Damona. Jeśli
bym chciała mogłabym odczytać każdy jego sekret i każdą myśl, ale nadal bariera
demoniczna działała.
Nagle Damon oderwał się ode mnie
z zdziwionym i jednocześnie szczęśliwym wyrazem twarzy.
- Ja czułem jego radość, miłość
oraz słyszałem bicie serca – powiedział szczęśliwy, klękając przede mną i
całując brzuch.
- Jego? Skąd wiesz, że to
chłopiec?
- Nie mam pojęcia. Ja po prostu
to wiem.
Na jego słowa na mojej twarzy
pojawił się uśmiech.
- Chodźmy spać. Jestem zmęczona.
Nie musiałam powtarzać dwa razy.
Wampir wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki. Po nie całej godzinie mogłam
już spokojnie zasnąć w ramionach ukochanego.
Była ciemna, bez księżycowa noc. Ja trzymałam w ramionach płaczące
dziecko. Chciałam je uspokoić, ale w żaden sposób nie mogłam tego uczynić.
Tuliłam je mocno do siebie i kołysałam się śpiewając kołysankę. Czułam się
obserwowana. Na początku myślałam, że to Damon, ale jego nigdzie nie było.
Spanikowana co raz mocniej się kołysałam i rozglądałam po ciemnym pokoju.
Nagle zawiał mroźny wiatr, mimo że okno było zamknięte, a dziecko
zamilkło w oczekiwaniu. Zdawało się nasłuchiwać obserwując mnie. Wtedy z
ciemności zaczęły wyłaniać się macki cieni wijące się po podłodze, zbliżając
się do nas. Moje maleństwo zakwiliło szczęśliwie, a ja zesztywniałam czując
kleisty, ale delikatny dotyk cieni na nogach. Miałam pewność, że kiedy ruch
może kosztować nasze życie. Nagle cienie dopełzły do maleństwa i otuliły go
szczelnie jak koc. Dziecko radośnie zakwiliło, a jego oczy stały się czarne z
czerwonym płomykiem połyskującym w źrenicy. Wrzasnęłam przerażona.
Obudziłam się ciężko dysząc i
rozglądając się po pokoju obawiając się niebezpieczeństwa. Na szczęście to był
tylko sen. Cichy oddech Damona uspokoił mnie, jedna nie chciałam się kłaść
spać. Podobne sny nękają mnie od przyjazdu do Mystic Falls.
Wysunęłam się powoli z objęć
ukochanego i wstałam po cichu z łóżka. Na palcach podeszłam do stoliczka gdzie
stała już zimna czekolada do picia. Upiłam łyk słodkiego płynu i jeszcze raz
rozejrzałam się po pokoju. Mój wzrok zatrzymał się na torebce, w której leżał
nadal nie przeczytany list od Kola. Serce znów mi przyśpieszyło gdy wyjmowałam
papier i zabierałam go ze sobą do toalety.
Pena obaw usiadłam na muszli
klozetowej i rozwinęłam kartkę. Jej zawartość zmroziła mi krew w żyłach.
„ Twoje dziecko nie
może się urodzić! Ja na to nie pozwolę.”
Subskrybuj:
Posty (Atom)