poniedziałek, 17 czerwca 2013

Przepraszam

Już od jakiegoś czasu nie zamieściłam tu nowej notki i musze się przyznać, że moja wena co do tego bloga chyba się już skończyła. całe opowiadanie zrobiło się jakoś takie za bardzo fantastyczne. Może kiedyś powrócę tu, ale jak na razie muszę poinformować was o zawieszeniu.
Błagam nie bijcie ! ;D
Może uda mi się was jakoś udobruchać, ponieważ już od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem założenia kolejnego bloga. Ostatnio bardzo zaintrygowała mnie postać Klausa. Chciałabym wejść w jego położenie, zrozumieć go i na nowo wykreować w nowym opowiadaniu. Zapewne pojawi się w nim także Carolinę. Jednak opowiadanie rozpocznie się dużo wcześniej przed ich pierwszym poznanie. Cel pojawienia się Klausa w Mystic Falls pewnie też będzie zupełnie moim pomysłem.
Co o tym sądzicie ?

środa, 1 maja 2013

Rozdział 6



- Jak mogliście ją puścić samą na takie spotkanie?! – krzyknęłam zatrzaskując za sobą drzwi pensjonatu. Jak mogli być tacy bezmyślni? Kol był przecież niebezpiecznym, pierwotnym wampirem, a Julka tylko początkującym aniołem. W przypływie wzburzenia niemal czułam buzującą we mnie moc, której w żaden sposób nie mogłam wydobyć z siebie. Przeklęci rodzice!
- Nie mogliśmy nic zrobić. Rozwinęła skrzydła i odleciała informując nas krótko o spotkaniu z Kolem. Nawet nie wiemy gdzie mogło by się odbyć – mówił roztrzęsiony Stefan.
Mój organizm chciał eksplodować. Wytworzyć trzęsienie ziemi i ogromną wichurę, szukając jednocześnie umysłu mojej siostry, ale nic nie mogło się ze mnie wydostać. Z nadmiaru mocy buzującej we mnie po prostu drżałam.
- Koniec cholernych układów! Dzwonie po Klausa – powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
- O jakich układach chciałabyś mi opowiedzieć ? – usłyszeliśmy nagle głos o brytyjskim akcencie dobiegający ze strony uchylonych drzwi. Hybryda spokojnym krokiem weszła do pensjonatu z rękoma splecionymi za plecami  – Czy coś mnie ominęło, Victorio ?
- Co ty tu robisz? – zapytał jedynie trzeźwo myślący Damon przesuwając się w moją stronę, jakby chcąc mnie chronić przed pierwotnym, co było absurdalnym posunięciem, gdyż Klaus od niedawna stał się jednym z naszych bliskich znajomych.
- Widocznie nasza dziwna więź nadal działa, a nawet się wzmocniła. Kazałaś mi tu przyjść, moja droga – dokończył wyjaśnienia, widząc moja zdziwioną minę.
- Przecież nasze poprzednie dziwne przyciąganie skończyło się już przed śmiercią Esther!
- Nie to było coś innego. Tym razem słyszałem twoje słowa w głowie.
- Ja nie mogę korzystać z mocy prawda? – zapytałam lekko zdezorientowana.
- Moc nadal jest w tobie i zawsze tam pozostanie. Musisz po prostu nauczyć się ją wydobyć z siebie – odpowiedział spokojnie Klaus.
- Musimy szybko odnaleźć Julię. Wiesz jak mogłabym to zrobić ?
- Potrzebujesz krwi osoby związanej z nią, mapy i małego zaklęcia…
- Które dokładnie zna Bonnie i chętnie ci pomoże – przerwał mu Damon.
- Stefan i Damon zajmą się sprowadzeniem tu Bennettówny, a ty moja droga wyjaśnisz mi co tu się dzieje.
Posłusznie skinęłam głową. Nie mogłam się sprzeciwiać pierwotnemu jako zwykły wampir. Pierwszy raz od momentu, kiedy rodzice teoretycznie odebrali nam moc poczułam się bez niej całkowicie bezsilna. Odczekałam chwilę, aż bracia Salvatore wyjdą z domu, żebym mogła spokojnie rozpocząć opowieść.
- Klaus, tylko proszę, nie denerwuj się – powiedziałam błagalnie. Na co on posłał mi uspokajający uśmiech i rozsiadł się wygodnie w fotelu, w którym w nocy zasiadał Elijah.
-Julia po odebraniu mocy …
- Moc nie została wam odebrana. Ona nadal w was jest, tylko że zamknieta – przerwał mi Nick.
- Julia od tego momentu stała się bardziej aniołem – kontynuowałam zirytowana – i otrzymała swojego pierwszego podopiecznego.
- To chyba dobrze?
- Owszem, gdyby nie był nim twój najmłodszy brat.
- Żartujesz? – zapytał śmiejąc się – Tym miałem się wkurzyć?
-Kol chce zabić moje dziecko, a Julka jako jego anioł stanie po  jego stronie – dokończyłam w końcu swoje opowiadanie.
Pierwotny nagle przestał się śmiać, a jego mina wyrażała tylko chęć mordu, tylko nie miałam pewności czy mnie czy swojego brata chce zabić.
- Ja nie chce skrzywdzić twojego brata, dlatego Elijah nie kazał nic ci mówić. My chcemy się dowiedzieć, czemu chce zabić moje dziecko – powiedziałam na obronę oplatając rękoma brzuch i cofając się do tyłu.
-Nikt – powiedział idąc w moja stronę – ale to nikt, nie skrzywdzi ciebie, ani Julii – wycharczał, a z mojego serca spadł kamień. W przypływie emocji przytuliłam się do niego.
- Zawsze będziecie mieć u mnie dług wdzięczności i nie pozwolę was skrzywdzić – powiedział także mnie przytulając.
- Ale nie chce żebyś stracił resztę swojej prawdziwej rodziny.
- Nie stracę…
- A więc co zrobisz? – zapytałam odsuwając się od niego.
- Najpierw wyjaśnimy sprawę, a potem… cóż nadal mam sztylety.
Chciałam już zaprzeczyć i poprosić o inne rozwiązanie sytuacji, ale właśnie od pensjonatu wrócili bracia z Bonnie, która posłała nieprzyjazne spojrzenie pierwotnemu, ale na szczęście bez przeszkód zgodziła się pomóc odnaleźć Julię.
Rozwinęła dużą mapę Mystic Falls i jej okolic po czym zraniła mnie w palec tak by kilka kropel skapnęło na papier, po czym trzymając mnie za ręce zaczęła mówić skąp likowane zaklęcie , które po chwili zaczęłam powtarzać razem z nią. Moc zebrała się w moim podbrzuszu po czym swobodnie skierowała się do rok, aby przepłynąć w stronę Bonnie. Wiedźma nagle skamieniała, a po chwili została odepchnięta w przeciwną stronę pokoju. Wszyscy spoglądali na mnie ze zdziwieniem.
- Ja nie chciałam… - powiedziałam przerażona. Coś lepkiego i zimnego delikatnie masowało moje ciało najszczelniej oplatając mój brzuch. Czułam się odprężona i jedyne co mnie martwiło to odrzucona kawałek dalej Bonnie, która z pomocą Stefana powoli podnosiła się z ziemi.
- Nie o to chodzi, kochanie – powiedział Damon.
- A o co?
- Powoli spójrz na siebie i nie krzycz – powiedział spokojnie podchodząc do mnie.
Zaniepokojona powoli spuściłam wzrok na swój brzuch. Na początku nie byłam pewna tego co widze. Dopiero potem zrozumiałam, że otaczają mnie czarne macki Ciemności, o której mówił Elijah. Jednak nie czułam paniki. Damon powoli podszedł do mnie i otoczył mnie ramieniem. Ciemność od razu przyjęła go z otwartymi rękoma.
- Dziwne – szepnął mój ukochany – Nie krzywdzą nas. One zawsze staraj a się wywołać ból – mówił myśląc na głos.
Dopiero po chwili w jego niebieskich oczach pojawiły się iskierki zrozumienia.
- Spokojnie moje drogie Cienie. Dziecko jest bezpieczne – a ciemność zaczęła się cofać.
__________________________________________________________________
Przepraszam za tak długą nieobecność, ale miałam dużo pracy w przygotowywaniu swojej imprezy osiemnastkowej. Tak, stałam się w końcu pełnoletnim obywatelem tego kraju ;) 
Muszę się pochwalić, że otrzymałam od mojej koleżanki piękny portret Damona, który od dziś wisi nad moim łóżkiem ;D Jeszcze raz wielkie dzięki Ewelinko ;*
Zapraszam do komentowania ;)

piątek, 12 kwietnia 2013

Rozdział 5



Ze spokojnego snu wyrwał mnie piękny zapach naleśników wymieszany ze słodkim zapachem krwi. Niespokojny ruch w moim łonie nie pozwolił mi dalej spać. Wiedziałam, że dziecko jest głodne. Mimowolnie dołożyłam rękę do mojego wyraźnie zarysowanego brzucha i z czułością go pogładziłam. Otworzyłam powoli oczy, aby móc zobaczyć piękny uśmiech Damona. Przygotował mi on pyszne śniadanie do łóżka, abym mogła jak najdłużej odpoczywać. Zdecydowanie było mi to na rękę, mimo że wcale nie czułam się już słabo. Nie chciałam spotkać się z Julką, bo tak naprawdę nie wiem co miałabym jej powiedzieć. Jej zachowanie jest co najmniej dziwne i tak naprawdę nie wiem czego mogę się po niej spodziewać.
- Wstała już Julka? – zapytałam niby obojętnym głosem, Damona.
- Tak już od czwartej rano biega po domu i szuka wszelkich informacji o Aniołach Stróżach. Jest przerażona swoim wczorajszym zachowaniem.
- Powinnam z nią porozmawiać, ale tak naprawdę nie wiem co miałabym jej powiedzieć.
- Powiedziałem jej o liście. Powiedziała, że lepiej będzie jak będzie cię unikać.
- Ona tak stwierdziła czy ty? – zapytałam podejrzliwie.
- A jeśli powiem, że oboje?
- Nie będę unikać własnej siostry! – powiedziałam wkurzona i szybko pomaszerowałam do łazienki.
Wzięłam długą kąpiel, a potem ruszyłam na nie duży spacer. Ta wymówka była najlepszym pretekstem na możliwość spotkania się z Elijahem. Musiałam się dowiedzieć o czym chce ze mną rozmawiać. Może wyjaśni mi, czemu Kol chce zabić moje maleństwo?
Spokojnym krokiem przemierzałam park tętniący życiem, kiedy w końcu dotarł do mnie pierwotny.
- Witaj, Victorio – powiedział spokojnym głosem.
- Elijah – odpowiedziałam krótkim skinieniem głowy- Czemu chciałeś się spotkać ?
- Czemu ciemność nie odstępuje cię na krok? – zapytał nagle, zbijając mnie z nóg.
- Ciemność? – zapytałam czując lekki dreszcz na plecach – O czym ty mówisz?
- Naprawdę jej nie widzisz? Damon będąc pół demonem pewnie nawet nie zwraca uwagi na jej obecność, ale ty? Ty także jej nie wyczuwasz ?
- Widzę ją… ale tylko we snach. To tylko głupie koszmary – odpowiedziałam potrząsając głową.
- Nie, Victorio. Ona tu jest. Kłębi się wokoło ciebie.
Zdenerwowana obejrzałam się wokół siebie, ale nic nie dostrzegłam.
- Odkąd zostałam pozbawiona swojego pierwiastka wiedźmy, nie dostrzegam już aur. Jak to możliwe, że dostrzegasz Ciemność?
- Jeśli się długą z czymś obcuje, to człowiek uczy się to rozpoznawać.
- Jaki to ma wpływa na decyzję Kola?
- Jeszcze nie wiem, ale się dowiem, a ty musisz mi coś obiecać.
- Co takiego?
- Nie powiesz nic Klausowi. Naprawdę zależy mi na życiu mojego rodzeństwa.
- Rozumiem –odpowiedziałam i już po chwili spacerowałam już sama. Jego nagłe znikanie i pojawianie się jest co najmniej denerwujące, ale w końcu miałam chwilę tylko dla siebie. Musiałam przemyśleć sytuację. Martwiłam się o dziecko, ale i jednocześnie o siostrę. Czy kiedy dojdzie do decydującego starcia między mną, a Kolem, Julia stanie po mojej stronie? Nie miałam pewności. Nawet nie wiedziałam na czym dokładnie polega jej misja.
Cichy dźwięk telefonu wyrwał mnie z zamyślenia.
- Tak ? – odebrałam szybko widząc migające imię mojego ukochanego.
- Viki, gdzie jesteś ?
- W parku, na spacerze.
- Wracaj do pensjonatu. Julia poszła do Mikealsonów porozmawiać otwarcie z Kolem.
- O nie! – wrzasnęłam do słuchawki.
_____________________________________________________________________
Przepraszam, że rozdział taki krótki, ale ciągle brak mi czasu…;/
Pojawiła się zakładka obserwatorów, więc zapraszam do dodawania się ;)
Pozdrawiam ;*

sobota, 30 marca 2013

Od Autorki ;D

..........@..@..@........@...@...@
........@............@....@.................@
........@.......((....@...../)/)........@
..........@.....(=':')........(':'=).........@
............@...(..(")(")..(")(")..)...@
................@.....................@
....................@.............@
............... .........@.....@
.............................@
Moc prezentów od zajączka
co koszyczek trzyma w rączkach
Wielu wrażeń, mokrej głowy
w poniedziałek dyngusowy.
Życzę jaja święconego
i wszystkiego najlepszego!

piątek, 22 marca 2013

Rozdział 4



Wiadomość wstrząsnęła mną do głębi na tyle mocno, że moje podbrzusze ścisnął ból. Był tak mocny, że osunęłam się z siedziska z jękiem bólu. Czułam jakby dziecko palcami rozrywało mi brzuch lub wgryzało się we mnie. Przestraszyłam się nie na żarty. Coś działo się z moim dzieckiem, a ja nie miałam pojęcia co. Kolejna fala bólu przyniosła z sobą ogromne pragnienie nad którym nie mogłam zapanować. Kły już po chwili wbijały mi się w dziąsła, a gardło piekło niemiłosiernie.
- Damon! – jęknęłam ledwo łapiąc oddech.
Kuliłam się na podłodze miotana nasilającym się bólem, kiedy do łazienki wpadł przestraszony wampir.
- Co się dzieje?
- Krwi – powiedziałam przez zaciśnięte z bólu  usta.
Złapał mnie szybko na ręce i położył na łóżku w sypialni, by po chwili pognać po krew dla mnie. Próbowałam z całych sił zapanować nad sobą i oddychać spokojnie. Mój wzrok niechcący padł na róg pokoju w którym ciemność była jakby gęstsza. Coś mi to przypomniało, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd. Ból jakby zmalał ale, pozostało zabójcze pragnienie.
- Pij, proszę – powiedział Damon podając mi już otworzony woreczek krwi. Wreszcie poczułam ulgę.
- Co się stało ? – zapytał mój ukochany.
Zdolna byłam mu odpowiedzieć po opróżnieniu kolejnych dwóch woreczków dawki życia.
- W toalecie leży list…
Wampir z konsternacją wypisaną na twarzy powoli poszedł po pozostawiony przeze mnie w łazience list. Obawiałam się jego reakcji. Mógłby w przypływie emocji zrobić coś głupiego. Jednak wbrew moim obawą chłopak wyszedł spokojnie z toalety ze zgniecioną w ręku kartką. Po czym wrzucił ja do kosza i przyszedł mnie przytulić.
- Nie martw się kochanie. Nic nam nie zrobi. Zbytnio boi się Klausa.
- Mam nadzieję – odpowiedziałam czując się spokojniej.
- Co powiemy Julii?
- Nie wiem. To jest najdziwniejsze. Ma ona chronić wampira, który chce zabić nasze dziecko. Dlaczego?
- Kol wie coś czego my nie wiemy…
- Zdecydowanie. Musisz odpocząć – powiedział wampir i przykrył mnie kołdrą.
Wtuliłam się mocno w Damona, aby poczuć upragniony spokój i bezpieczeństwo. Byłam skłonna powoli oddać się w krainę Morfeusza, kiedy do pokoju wpadł Stefan.
- Przepraszam kochani, ale mamy niespodziewanego gościa.
Popatrzyliśmy na zielonookiego, a potem na siebie. Przestraszeni sytuacja, która miała wcześniej nic nie usłyszeliśmy. Powoli przy pomocy czarnowłosego wstałam z łóżka i razem zeszliśmy do salonu, w którym na fotelu siedział Elijah. Jednak jego obecność w brew pozorom aż taka dziwna niż zachowanie Julii. Skradała się z tyłu z nożem.
- Uważaj – krzyknęłam do pierwotnego, mimo że wiedziała, że ostrze nie mogło mu zrobić krzywdy. Elijah zareagował szybko. Wybił nóż z dłoni mojej siostry, a Stefan ją obezwładnił siłą zaciągając do sąsiedniego pokoju. Ja z Damonem nadal staliśmy w miejscu ze zdziwieniem wypisanym na twarzy.
- Czemu …? – zapytałam nieskładnie.
- Z opowiadań Klausa mogę stwierdzić, że twoja siostra jest aniołem i jak się dobrze domyślam jest stróżem Kola? – przerwał mi nagle nasz gość.
- Tak.
- Przyszedłem tu w nie do końca dobrych zamiarach względem mojego najmłodszego brata. Zapewne dlatego mnie zaatakowała – powiedział i ponownie rozsiadł się wygodnie w fotelu. Wyglądał tak dostojnie i szlachetnie, że nie mogłam oderwać od niego oczu. Klaus był niebezpieczny i przerażający, ale nigdy nie patrzył na nas jak na bandę dzieciaków. Powoli, nadal podtrzymywana przez Damona usiadłam na kanapie, a potem mój ukochany nalał odrobinę Burbona sobie i pierwotnemu.
- A więc co cię do nas sprowadza? – zapytałam.
- Jak zwykle poszukiwanie prawdy – odpowiedział za naszego gościa, przesadnie poważnym tonem, Damon. Skarciłam go wzrokiem, ale on wzruszył tylko ramionami i z uśmiechem popijał dalej alkohol.
- Brakowało mi ciebie Damonie i owszem masz rację. Poszukuje prawdy. Poszukuje przyczyny zainteresowania mojego brata osobą Twojej ukochanej.
- Zazwyczaj stałeś u boku Klausa, teraz prowadzisz własne dochodzenie? – zapytał ukochany jakby nie do końca pewny szczerości pierwotnego.
- Zawsze stoję po właściwej stronie.
- Damonie, pójdziesz po list? -  zapytałam czując się nadal nie do końca na siłach.
Chłopak od razu skinął głową i w wampirycznym tempie udał się do naszej sypialni.
Chwile mierzyliśmy się z Elijahem wzrokiem, aż poczułam się dziwnie nie na miejscu. Spuściłam głowę w oczekiwaniu powrotu czarnowłosego.
- Chciałbym jutro porozmawiać z tobą w cztery oczy – powiedział nagle spokojnie, przyciszonym głosem.
Popatrzyłam na jego twarz i nieznacznie skinęłam głową. Chciałam się zapytać czego ode mnie chce, ale nie zdążyłam, bo już po chwili stał obok nas starszy Salvatore wciskając pismo w ręce pierwotnego.
- Masz miłego braciszka – powiedział z ironią – a przynajmniej na tyle miłego, że nie zawaham się użyć kołka z białego dębu!
- Po co od razu histeryzować, Damonie. Zastanowił bym się raczej, czemu chce zabić wasze dziecko?
- A myślisz, że co robimy? – zapytał wkurzony Damon.
- Myślę, że będziemy musieli się dowiedzieć – odpowiedział pierwotny podnosząc się z fotela. – Klaus nie powinien się na razie dowiedzieć o naszej rozmowie. Nie chce śmierci, żadnego z mojego rodzeństwa – powiedział i skierował się do wyjścia.
Byłam lekko oszołomiona jego nagłą wizytą i jednocześnie nagłym wyjściem. I Czemy chce on się ze mną spotkać? Wszystko stawało się co raz dziwniejsze, ale byłam zbyt zmęczona na zastanawianie się nad tym. Pozwoliłam się zanieść do sypialni, gdzie w końcu mogłam zasnąć w objęciach ukochanego.
____________________________________________________________________
Przepraszam, że dodaje ten rozdział dopiero dziś, ale ostatnio mam co raz mniej czasu. Wygląda na to, że będę musiała zacząć dodawać nowe rozdziały co dwa tygodnie...;/ No chyba, że w święta będą pojawiać się częściej.
A teraz powiedzcie co myślicie o nowym rozdziale? 
Pozdrawiam ;*

piątek, 8 marca 2013

Rozdział 3



Nie mogłam uwierzyć w słowa Julii. Jak to możliwe, że jest aniołem Kola? Zawsze byłam pewna, że mogą je mieć tylko ludzie, a nie wampiry martwe od tysiącleci. Przecież nasza siła i moc jest wystarczająca by stać się panem własnej egzystencji.
- To było jak grom z jasnego nieba. Nagle istniał tylko on i jego pokręcone uczucia – opowiadał nadal wstrząśnięta brązowooka.
- Uczucia?
- Tak, odbierałam jego emocje i to było w tym wszystkim najgorsze. Jest w nim tyle nienawiści i chęci mordu, że uczucia te sparaliżowały moje ciało przenikając do każdej komórki nerwowej. Były gwałtowne i nieokiełznane, kiedy on jak gdyby nic siedział i się uśmiechał nonszalancko. Jak możliwe, że mam chronić osobę, która wyraźnie najchętniej by wszystkich pozabijana? – zapytała roztrzęsionym głosem.
W aucie zapadła cisza. Nikt nie potrafił jej odpowiedzieć na to pytanie. Wielka gula żółci podeszła mi do gardła, a ja stałam się  niespokojna i spragniona krwi. Gdzieś w głębi siebie czułam ogromny niepokój, a list w mojej torebce jakby palił mnie żywym ogniem.
- Nie martw się, kochanie. Uczucia były spotęgowane, bo dozna łach ich pierwszy raz – powiedział uspakajająco Stefan.
- Mam nadzieję – odpowiedziała cicho Julka i jak tylko dojechaliśmy na miejsce wysiadła jako pierwsza, mówiąc, że chce się położyć.
W pensjonacie mój niepokój lekko zmalał. Ten dom miał w sobie coś uspakajającego. Powolnym krokiem ruszyłam do słabo oświetlonej piwnicy. W lodówce tuż przy dziwnym pomieszczeniu z kratami w drzwiach stała lodówka pełna woreczków z krwią. Szybko rozerwałam zębami jeden z nich i rozkoszowałam się słodkim płynem, który łagodził  pieczenie w gardle i kumulował się w podbrzuszu. O tak, maleństwo było głodne!
- Kochanie, mam coś lepszego – usłyszałam za sobą ciche słowa, Damona w chwili gdy poczułam jego ręce na mojej tali. Przyciągnął mnie mocno do ciebie obsypując delikatnymi pocałunkami mój kark i szyję. Powoli obróciłam się w jego stronę przywierając do niego jak najmocniej. W jego ramionach odzyskiwałam radość  i siły na przetrwanie kolejnego dnia. Poczucie bezpieczeństwa otuliło moje skołatane serce. Jego marmurowe usta szybko odnalazły moje. Zatracałam się w pocałunku. Zatracałam się w Damonie.
Kiedy odchylił głowę dając mi niemy znak, abym go ugryzła, nie zawahałam się. Od pierwszej kropli jego krwi świat zawirował. Fala ciepła rozlała się po moim ciele drażniąc każdy mój nerw. Kiedy oderwałam się od niego, sama odchyliłam głowę chcąc mu się także ofiarować w całości.
- Jesteś pewna? – zapytał uwodzicielskim głosem obsypując pocałunkami miejsce, gdzie najlepiej wyczuwał mój puls.
- Jak nigdy, kochanie.
W końcu zatopił swoje kły w mojej tętnicy. Moje ciało zadrżało w ekstazie, a dziecko podskoczyło do góry w radości. Wirowałam wśród własnych uczuć dotykając umysłem umysłu Damona. Jeśli bym chciała mogłabym odczytać każdy jego sekret i każdą myśl, ale nadal bariera demoniczna działała.
Nagle Damon oderwał się ode mnie z zdziwionym i jednocześnie szczęśliwym wyrazem twarzy.
- Ja czułem jego radość, miłość oraz słyszałem bicie serca – powiedział szczęśliwy, klękając przede mną i całując brzuch.
- Jego? Skąd wiesz, że to chłopiec?
- Nie mam pojęcia. Ja po prostu to wiem.
Na jego słowa na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Chodźmy spać. Jestem zmęczona.
Nie musiałam powtarzać dwa razy. Wampir wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki. Po nie całej godzinie mogłam już spokojnie zasnąć w ramionach ukochanego.
Była ciemna, bez księżycowa noc. Ja trzymałam w ramionach płaczące dziecko. Chciałam je uspokoić, ale w żaden sposób nie mogłam tego uczynić. Tuliłam je mocno do siebie i kołysałam się śpiewając kołysankę. Czułam się obserwowana. Na początku myślałam, że to Damon, ale jego nigdzie nie było. Spanikowana co raz mocniej się kołysałam i rozglądałam po ciemnym pokoju.
Nagle zawiał mroźny wiatr, mimo że okno było zamknięte, a dziecko zamilkło w oczekiwaniu. Zdawało się nasłuchiwać obserwując mnie. Wtedy z ciemności zaczęły wyłaniać się macki cieni wijące się po podłodze, zbliżając się do nas. Moje maleństwo zakwiliło szczęśliwie, a ja zesztywniałam czując kleisty, ale delikatny dotyk cieni na nogach. Miałam pewność, że kiedy ruch może kosztować nasze życie. Nagle cienie dopełzły do maleństwa i otuliły go szczelnie jak koc. Dziecko radośnie zakwiliło, a jego oczy stały się czarne z czerwonym płomykiem połyskującym w źrenicy. Wrzasnęłam przerażona.
Obudziłam się ciężko dysząc i rozglądając się po pokoju obawiając się niebezpieczeństwa. Na szczęście to był tylko sen. Cichy oddech Damona uspokoił mnie, jedna nie chciałam się kłaść spać. Podobne sny nękają mnie od przyjazdu do Mystic Falls.
Wysunęłam się powoli z objęć ukochanego i wstałam po cichu z łóżka. Na palcach podeszłam do stoliczka gdzie stała już zimna czekolada do picia. Upiłam łyk słodkiego płynu i jeszcze raz rozejrzałam się po pokoju. Mój wzrok zatrzymał się na torebce, w której leżał nadal nie przeczytany list od Kola. Serce znów mi przyśpieszyło gdy wyjmowałam papier i zabierałam go ze sobą do toalety.
Pena obaw usiadłam na muszli klozetowej i rozwinęłam kartkę. Jej zawartość zmroziła mi krew w żyłach.
                           „ Twoje dziecko nie może się urodzić! Ja na to nie pozwolę.”